Między Pekinem a Waszyngtonem: Macron walczy o nową Europę

Między Pekinem a Waszyngtonem: Macron walczy o nową Europę

Last Updated: 2025-12-10By Tags: , , , , ,

Europa na rozdrożu

 

Od lat polityka Stanów Zjednoczonych wobec europejskich krajów NATO przekształca się ze strategii pełnego wsparcia w militarny regres i wycofanie znacznej części amerykańskich jednostek ze wschodniej flanki Sojuszu. Wynika to oczywiście z faktu, że Stany Zjednoczone pędzą prosto ku starciu z Chinami – a to może przerodzić się z wojen handlowych w Wojnę o Pacyfik. W takich okolicznościach wojna na dwa fronty – czarny scenariusz Zachodu – jest czymś, co należy powstrzymać za wszelką cenę. Amerykanie nie chcą bowiem rozdrabniać swoich sił broniących Tajwanu i wszystkich amerykańskich sojuszników azjatyckich tak, by część z nich kontrolowała Wschodnie NATO. Europejczycy – co oczywiste – chcą jak najdłużej powstrzymywać potencjalny konflikt Rosji z Sojuszem – a ten wybuchnie, gdy tylko Chiny dokonają zbrojnej inwazji na wyspę. Ograniczanie obecności USA w naszym regionie trwa, i trwać będzie. Kraje Unii Europejskiej, pozbawione jednoznacznej i pełnej gwarancji ochrony, muszą się w tej sytuacji jakoś odnaleźć, więc próbują różnych strategii w polityce międzynarodowej. Zaradzić temu próbuje intensywnie Emmanuel Macron.

 

Spotkanie cywilizacji

 

Na początku grudnia 2025 roku w Pekinie, w samym centrum politycznym Imperium Chińskiego, doszło do jednego z najważniejszych spotkań głów państw na w tym kwartale. Prezydent Francji, Emmanuel Macron, spotkał się z przywódcą Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinpingiem. Choć formalnie była to bilateralna wizyta głowy państwa europejskiego w Państwie Środka, to w rzeczywistości miała o na wymiar daleko szerszy, dotykała bowiem wojny w Ukrainie, napięć wokół Tajwanu, oraz przyszłości Europy jako samodzielnego podmiotu w świecie gwałtownie przesuwających się układów sił.

Rozmowy odbywały się w pełnym ceremonialnym anturażu chińskiej cywilizacji, z całą wagą chińskiej symboliki i porządku, co miało zademonstrować ciągłość i wielkość władzy imperialnej. Warto dodać, że ceremoniały i majestat są niesamowicie ważne zarówno dla Francuzów (w szczególności dla Prezydenta), jak i dla Chińczyków. A ich wzajemne zrozumienie tych konwenansów dobrze odzwierciedla poziom rozmów, które są prowadzone.

Po stronie francuskiej Macron prowadził rozmowy wraz z ze swoim zapleczem – ministrami do spraw gospodarki, dyplomacji, czy bezpieczeństwa – zaś po stronie chińskiej Xi Jinping korzystał ze wsparcia partyjnej elity i doradców strategicznych. Już sam kontekst tego spotkania cywilizacji jasno pokazywał, że od samego początku nie chodziło tu o wymianę uprzejmości, lecz o paktowanie – tuż u progu kolejnej fazy globalnej rywalizacji Wschodu i Zachodu.

 

Karty na stół

 

Najważniejszym tematem spotkania była – bez dwóch zdań – wojna w Ukrainie, oraz powiązana z tym konfliktem przyszłość całej architektury bezpieczeństwa w Europie. Macron próbował przekonać Pekin do aktywniejszej roli w procesie politycznym, licząc na to, że Chiny, posiadając istotne wpływy w Moskwie, mogłyby odegrać rolę współarchitekta przyszłego porządku  pokojowego. Francuzi bowiem doskonale rozumieją, że właściwy władca i protektor ruskiego miru leży zupełnie gdzie indziej, niż na Kremlu – co pokazują wszelkie zestawienia potęgi mocarstw, zarówno militarnej, jak i ekonomicznej, oraz kulturowej. Znając tą prawdę, oczywistym staje się fakt, że pola do dialogu trzeba szukać w Pekinie. Francuski prezydent od miesięcy szuka konsekwentnie formuły zakończenia wojny nie tylko w oparciu o instrumenty Zachodu, ale także przy udziale aktorów spoza obozu euroatlantyckiego,  będących realnymi rozgrywającymi. Xi Jinping zwyczajowo odpowiedział typową dla chińskiej dyplomacji narracją o poparciu dla dialogu, sprzeciwie wobec eskalacji i konieczności respektowania realiów, jednocześnie unikał on jakichkolwiek odpowiedzi zobowiązujących do czegoś Państwo Środka, co mogłoby zostać uznane za presję polityczną. W praktyce oznacza to, że Pekin nie zamierza poświęcać własnych interesów strategicznych dla stabilizacji w regionie europejskim.

Drugim kluczowym obszarem rozmów był Tajwan – temat, który od dawna stanowi jedną z najostrzejszych linii podziału miedzy Chinami za kolektywnym Zachodem. Xi Jinping jasno i zdecydowanie zaznaczył, że Tajwan pozostaje wewnętrzną sprawą Chin i każda próba ingerencji z zewnątrz będzie traktowana jako akt wrogości. Macron nie próbował tej narracji podważać, przynajmniej frontalnie. Zamiast tego odwoływał się w swoich wypowiedziach do pojęć stabilności, odpowiedzialności wielkich mocarstw wobec świata, oraz konieczności unikania niekontrolowanej eskalacji, która mogłaby prowadzić do wielkiego konfliktu. Ze strony Francji rozmowa została poprowadzona bardzo po europejsku – bez otwartego konfliktu, zaznaczając swoje racje, wpływając na rozmówcę w sposób drugoplanowy.

Istotnym elementem rozmów pozostawała także gospodarka. Francja i szerzej Unia Europejska (którą Francja chce reprezentować w rozmowach z mocarstwami jako swoją strefę wpływów i wspólny sojusz) coraz wyraźniej obawiają się uzależnienia technologicznego od chińskiego imperium, zalewu tanich produktów, nieoclonych, słabej jakości, i jednocześnie odbierających konkurencyjność dóbr wysokiej klasy. Handel z Chinami w obecnym kształcie obniża konkurencyjność europejskich marek od rynku samochodowego po energie odnawialne. Chiny z kolei dążą do utrzymania pełnego dostępu do rynku europejskiego i do osłabienia wspólnego frontu UE i USA wobec Chin. Rozmowy o wymianie towarowej stają się nowym polem do wywierania politycznej presji, co może się dla nas – Europejczyków – okazać zarówno ułatwieniem, jak i drogą do klęski międzynarodowej.

 

Nowy, święty pokój?

 

Macron tworzy strategię większego kalibru, która miałaby stworzyć nowy porządek w regionie europejskim. Jej częścią jest zarówno Francja – Matka Europy – jak i Chiny, oraz państwa mniejsze. Plan ten opiera się, według doniesień, na trzech filarach.

Po pierwsze, prezydent Francji dąży do konsekwentnie do ograniczenia pełnej zależności Europy od Stanów Zjednoczonych w sferze bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Doskonale rozumie on sytuację Wschodniego NATO, i dobrze wie, że Stany Zjednoczone w praktyce chcą porzucić obronę tego regionu na rzecz potencjalnej walki na Morzu Południowochińskim. Paryż dąży więc intensywnie – w ramach NATO i UE – do powstawania kolejnych projektów obronnych w regionie europejskim, które mają na celu stworzyć choć podwaliny pod jakąś formę armii europejskiej i struktur przypominających instytucje federalne w Europie. W jego wizji Europa powinna stać się samodzielnym graczem, zdolnym do prowadzenia dialogu i gry politycznej zarówno z Chinami, jak i z Rosją, niezależnie od priorytetów Waszyngtonu.

Po drugie, Macron liczy na włączenie Chin do nowej architektury bezpieczeństwa europejskiego, zakładając, że bez Pekinu nie da się realnie zakończyć wojny w Ukrainie i ustabilizować regionu.  Ma zresztą rację, bo Chiny realnie wywierają wpływ na Rosję w zakresie tej wojny, której toczenie się na ten moment realnie sprzyja władzom Państwa Środka. Kreml stał się chińskim wasalem w polityce międzynarodowej, a im bardziej wojna osłabia jego siły, tym bardziej uzależniony jest on od imperium chińskiego.

Po trzecie, francuski prezydent nie dąży już tak mocno do całkowitego zwycięstwa Ukrainy, wiedząc, że jest ono mało realne. Zamiast tego dołącza do graczy, którzy chcą zbudować nowy porządek, ład – w jego rozumieniu oparty na sile europejskiej (francuskiej) i współpracy z Pekinem w celu wprowadzenia choćby niestabilnego, ale jednak porządku, który zamrozi konflikt i ograniczy jego rozlanie się poza region w przypadku kolejnego uderzenia Moskwy.

Szanse na powodzenie tej strategii nie są jednak wielkie. Stany Zjednoczone nie oddadzą Chinom tak łatwo roli głównego architekta pokoju w Europie, i to nawet pomimo swojego wycofania z Europy. To „zwycięstwo” dyplomatyczne jest Donaldowi Trumpowi potrzebne, jak nigdy dotąd – zarówno na potrzeby wewnętrzne, jak i w celu przygotowania się do walki właśnie z Chinami. Oczywistym jest więc, że Biały Dom nie pozwoli na przejęcie przez Chiny choćby częściowej kontroli nad sytuacją regionalną.

Chiny nie zrobią z kolei niczego, co wzmocniłoby Zachód kosztem ich długofalowych interesów. Europa mimo swojej potęgi gospodarczej nie dysponuje innymi siłami, by mieć zdolność do wymuszenia nowego porządku bezpieczeństwa. Macron, choć intensywnie próbuje to zmienić, może przegrać z mocarstwami światowymi walkę o wpływy w Europie Wschodniej.

 

Trzeba ratować Europę

 

Cel chiński jest jasny – wojna ma na tyle skoncentrować uwagę amerykańską, by dać Pekinowi czas na przygotowanie się do potencjalnego konfliktu zbrojnego o Tajwan, na modernizację i powiększenie armii, na zbudowanie sieci powiązań i uzależnień gospodarczych, na dalsze osłabianie więzi euroatlantyckich, oraz na budowę świata wielobiegunowego pod auspicjami chińskimi. Wojna w Ukrainie działa na korzyść Xi Jinpinga i jego wielkiego planu renesansu Chin – osłabia Rosję militarnie, dyplomatycznie, i ekonomicznie, skupia uwagę Zachodu, odwracając ją od Taipei, i wyczerpuje Europę na każdym froncie. Jednocześnie taka propozycja Macrona wydaje się dla Państwa Środka interesująca i godna pochylenia się nad nią.

Europa, również potrzebuje czasu, ale na uniezależnienie się od Stanów Zjednoczonych, wzmocnienie armii, struktur bezpieczeństwa, i przygotowanie swoich społeczeństw na wypadek konfliktu zbrojnego. A czasu ma niewiele, ponieważ w najnowszej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA jasno wskazuje się, że Amerykanie realnie opuszczą militarnie Europę i zostawią NATO bez wsparcia.

To wszystko prowadzi do zasadniczego pytania, które unosi się nad każdym tego typu spotkaniem: Czy żyjemy jeszcze w świecie konwenansów, międzynarodowych układów, prawa międzynarodowego i soft power, czy może nie liczy się już nic poza interesami oligarchów i władców mocarstw, oraz ich twardą siłą wpływającą na nasze losy? Czy Europa jeszcze się w tym wielobiegunowym, odwróconym od kolektywnego Zachodu świecie, może jakoś odnaleźć? Coraz więcej wskazuje na to, że miękka siła nie zatrzyma czołgów i sankcji, a dyplomacja może nie uchronić nas przed potencjalnym konfliktem.

Macron, spotykając się z Xi Jinpingiem, próbuje ratować Unię metodami znanymi z dyplomacji starego świata, ale rzeczywistość zmienia się bardzo szybko. Prezydent Francji rozmawia o pokoju, prezydent Chin mówi o potrzebnym czasie, a Stany Zjednoczone przygotowują się do konfliktu, który zadecyduje o finale tych wszystkich przeobrażeń na arenie międzynarodowej na długie lata. Każda próba doprowadzenia do pokoju będzie dobra, ale Europa wciąż trzyma się przekonania, że przy stole negocjacyjnym można jeszcze zatrzymać rzeczywistość – tymczasem ona dawno już od tego stołu wstała i powędrowała do baraków wojskowych.

 

Autor: Maciej Rajczak