Odra Opole przegrywa w Legnicy. Emocje, kontrowersje i kolejny gol stracony w końcówce
Odra Opole przegrała swój ostatni mecz w 2025 roku. Na wyjeździe w Legnicy uległa tamtejszej Miedzi 2:1, choć samo spotkanie mogło dać kibicom gości sporo powodów do optymizmu, tempo, liczne sytuacje bramkowe i wysoki poziom zaangażowania sprawiały, że wynik długo pozostawał sprawą otwartą. Ostatecznie o losach meczu zadecydowała bramka zdobyta w doliczonym czasie gry, która odebrała Odrze cenny punkt.
Jak przebiegał mecz?
Odra rozpoczęła od mocnego uderzenia. Już w 2. minucie Tomas Prikryl znalazł się w świetnej sytuacji, kiedy po trzech kolejnych rzutach rożnych oddał strzał z kilku metrów, jednak bramkarz Miedzi zdołał jeszcze wyciągnąć rękę i sparować futbolówkę. To właśnie stałe fragmenty były jednym z najmocniejszych punktów drużyny z Opola — aż trzy razy wykonywali serię trzech rzutów rożnych pod rząd, a łącznie mieli ich dziewięć. Problem w tym, że mimo liczby dośrodkowań, żadnego z nich nie udało się zamienić bezpośrednio na gola.
Wynik otworzył napastnik gospodarzy, Asier Córdoba. W 12. minucie wykorzystał dobre dogranie i precyzyjnym strzałem dał prowadzenie Miedzi. Od tego momentu tempo meczu jeszcze wzrosło. Obie strony szukały swoich szans — Odra próbowała skrzydłami, a Miedź kontratakami. Bardzo groźnie wyglądali Marcel Białowąs po stronie gości oraz Kamil Antonik w barwach gospodarzy. To była faza gry, w której mogły paść bramki po obu stronach.
W 28. minucie opolanie trafili do siatki po akcji Cassio i świetnym wykończeniu Szymona Kobusińskiego, jednak sędzia nie uznał gola z powodu spalonego. Powtórki pokazały, że zarówno podający, jak i strzelec byli ustawieni zbyt wysoko. Ten moment mógł odmienić przebieg meczu, bo wyrównanie tak wcześnie dałoby Odrze większy luz w ataku.
Chwilę później trybuny wprowadziły chaos — kibice Miedzi odpalili fajerwerki, które zadymiły stadion na tyle, że sędzia musiał przerwać mecz na prawie dziesięć minut. Po powrocie do gry nastąpiło wydarzenie, które na długo pozostanie przedmiotem dyskusji. Arbiter podyktował rzut karny dla gospodarzy za zagranie ręką zawodnika Odry. Powtórki telewizyjne pokazały jednak, że kontaktu z ręką nie było, co czyni decyzję wyjątkowo kontrowersyjną. Na szczęście dla gości jedenastkę obronił Mateusz Abramowicz, który kapitalnie wyczuł intencje strzelca. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.
Druga połowa pod znakiem dominacji Odry, ale bez skuteczności
Po przerwie wyraźnie lepiej zaczęła Odra. Jej zawodnicy grali agresywniej, szybciej i przede wszystkim odważniej skrzydłami. Widać było dominację, Miedź przez jedenaście minut otrzymała cztery żółte kartki, desperacko próbując zatrzymać kolejne ataki opolan. Ta determinacja musiała przynieść efekt i tak stało się w 72. minucie. Po znakomitym dośrodkowaniu Mateusza Spychały piłkę do siatki skierował Adrian Purzycki, doprowadzając do zasłużonego remisu.
Od tego momentu Odra była nie tylko lepsza w środku pola, ale również częściej dochodziła do okazji bramkowych. Jedną z najlepszych miał Filip Kendzia, jego strzał głową z 84. minuty bramkarz Miedzi odbił z ogromnym trudem. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógł zakończyć się zupełnie inaczej. Niestety niewykorzystane sytuacje lubią się mścić.
Końcowe fragmenty należały do gospodarzy. W doliczonym czasie gry Miedź skorzystała z pierwszego od dłuższego czasu luzu w obronie Odry. Gleb Kuchko uderzył zza pola karnego, idealnie pod poprzeczkę. Abramowicz nie miał szans na interwencję. To czwarty z ostatnich meczów, w którym Odra traci bramkę w samej końcówce, co pokazuje, że problem jest poważny.
Wnioski po meczu – co można zaobserwować w grze Odry?
Największym zmartwieniem jest regularna utrata koncentracji po 90. minucie. Podobnie kończyły się mecze z Chrobrym Głogów, Pogonią Grodzisk Mazowiecki i Polonią Warszawa. Trener Jarosław Skrobacz musi znaleźć sposób, by drużyna wytrzymywała intensywność meczu do ostatniego gwizdka. W w przeciwnym razie nawet dobra gra, którą Odra przecież prezentuje, nie przełoży się na wyniki.
Na plus można zapisać decyzję o przesunięciu Kacpra Przybyłki na ławkę. Szymon Kobusiński udowodnił, że potrafi znaleźć się w sytuacjach bramkowych, m.in strzelając nieuznaną bramkę. Takiej „dziewiątki” bardzo brakowało Odrze. Dobrze wyglądali także Prikryl, Cassio oraz Spychała, którzy nadawali drużynie tempo i kreowali akcje. W szczególności kapitan zasłużył na wyróżnienie, przez cały mecz kreował ogromną ilość akcji i był obecny na prawie całym boisku, niejednokrotnie ratując drużynę, czy wyprowadzając nagły kontratak. Cieszy również dobry mecz Marcela Białowąsa – wychowanka Odry, który zadebiutował w ostatnim spotkaniu, przeciwko Chrobremu Głogów w którym spisał się świetnie. Dzisiaj również miał kilka świetnych okazji i przydał się drużynie, zostawiając serce na murawie.
Odra przegrała, ale styl daje nadzieję. Jeśli drużyna doda skuteczność i zachowa koncentrację do końca meczu – wyniki w końcu powinny przyjść.




